ul. Raczyńskiego 34  61 28 57 027 A A A  
Parafia pw. Św. Wawrzyńca
i Parafia pw. Niepokalanego Serca NMP w Zaniemyślu
Archidiecezja Poznańska

Wspomina Pani Władysława Kałużna z Kępy Małej:

Ksiądz kanonik to był bardzo życzliwy człowiek, wielu ludziom pomagał, ale po cichu, bez rozgłosu, nie potrzebował podziękowań na pierwszych stronach gazet. Od 2002 roku byłam sołtysem, wiedziałam co u kogo słychać, widziałam, kto jest w potrzebie. Była u nas taka rodzina wielodzietna, matka dzieci była po udarze, ciężko im było, pomagaliśmy im, jak mogliśmy, ale kiedy okazało się, że nie mają pieniędzy na opłacenie rachunków, poszłam z tym do księdza Tadeusza. Ksiądz wysłuchał tej historii, otworzył szufladę biurka, przy którym siedział i wyciągnął kopertę, mówiąc „Proszę im dać, niech zapłacą te rachunki”. Nie zaglądałam do środka, chociaż koperta nie była zaklejona, ale wystarczyło na wszystko. Dodatkowo ksiądz Tadeusz zadeklarował się, że przez rok będzie opłacał dla tej matki po udarze niezbędne lekarstwa. I tak faktycznie było*. Po roku jednak zapytał mnie (jako sołtysa): „I jak im się wiedzie, stanęli jakoś na nogi? Bo może komuś innemu już bym pomógł…”!

Znam ludzi, którzy dzięki jego postawie nawrócili się do Boga.

Kiedy przyszliśmy z mężem do biura parafialnego poprosić o chrzest dla naszej córki, zapytał o wybrane imię. Powiedzieliśmy, że Małgorzata, na co odparł: „Margarita, to pięknie – Margarita to znaczy „perła”!”

Kiedy został proboszczem w Zaniemyślu był tu taki zwyczaj, że dzieci przystępowały do Pierwszej Komunii świętej na niedzielnej Mszy o godz. 8:30. Jednego roku, kiedy do Komunii miała przystąpić nasza córka i inne jeszcze dzieci z Kępy i Potach, zebrałyśmy się razem, matki tych dzieci, i poszłyśmy do księdza proboszcza z prośbą: „Księże proboszczu, czy ta uroczystość nie mogłaby być później? Nam na gospodarstwach trudno zdążyć ze wszystkim na tę porę, zwierzęta trzeba od rana oporządzić…” Proboszcz wysłuchał nas i powiedział: „Muszę Was najpierw przeprosić – ja nigdy o tym nie pomyślałem, że macie takie obowiązki!”. Od tego roku przyjęcie Pierwszej Komunii odbywało się na Mszy o 10:00.

Wspaniałe były jego przyjaźnie. Przez wzgląd na księdza Tadeusza w Zaniemyślu bywał prof. Stefan Stuligrosz, który zawsze przy okazji takiego pobytu grywał na organach w kościele św. Wawrzyńca – mówił, że bardzo lubi tu grać, bo zaniemyski kościół ma wyjątkową akustykę.

Również „po znajomości” z księdzem Tadeuszem do Zaniemyśla przyjeżdżała Orkiestra Reprezentacyjna Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej z Poznania – niezapomniane były koncerty kolędowe w wykonaniu tej orkiestry!

Wspierał chór parafialny i jego dyrygenta, Pana Bernarda Tłoka. Miał również ogromną życzliwość i szacunek dla strażaków.

Kiedy ksiądz Tadeusz przychodził po kolędzie, człowiek nie męczył się spędzając z nim czas.

* O podobnej formie wsparcia parafian wspominał też. śp. Grzegorz Drybański, wielotni aptekarz z Zaniemyśla

-----

Wspomina Pan Waldemar Taciak, chórzysta chóru parafialnego  „Laudate Dominum”:

 Ks. Tadeusz Piaczyński był wielkim miłośnikiem muzyki, w tym chóralnej. Utrzymywał bliskie kontakty z panem profesorem Stefanem Stuligroszem, założycielem i wieloletnim dyrygentem Chóru Chłopięco – Męskiego „Poznańskie Słowiki”. Pan profesor często bywał w Zaniemyślu, a jego obecność była słyszana przez głośniki zewnętrzne kościoła, gdy sprawował muzyczną oprawę Mszy świętych. W szczególności można było tego doświadczyć w miesiącach letnich, kiedy spędzał wraz z swoją żoną Barbarą, a po jej śmierci – sam, wakacje w Zaniemyślu.

W kościele pw. św. Wawrzyńca mieliśmy też przyjemność słuchania występów całego chóru, podczas których Pan Profesor – oprócz dyrygowania – snuł opowieści o chórze, pracy, rodzinie, Zaniemyślu i księdzu Tadeuszu Piaczyńskim, nazywając go przyjacielem.

Podczas jednej z Mszy świętych, gdy oprawę muzyczną sprawował nasz parafialny chór „Laudate Dominum”, a jednym z uczestników był pan profesor, ks. Tadeusz Piaczyński trochę z zaskoczenia poprosił go publicznie o wyrażenie opinii na temat poziomu wykonywanych przez nas utworów. Pan profesor stanął  przy ambonie, popatrzył w naszą stronę i w uprzejmy sposób, w charakterystycznym dla siebie stylu, pogratulował nam zapału. Śpiew w obecności takiej sławy był tremujący, ale jego słowa były motywujące. Pan profesor zrobił to raz, a ks. Tadeusz Piaczyński robił to stale. Ks. proboszcz wspierał nasz chór przy każdej okazji i do dziś można jeszcze zobaczyć ufundowane przez niego alby dla części żeńskiej chóru.

To ks. Tadeusz Piaczyński nawiązał kontakt z Orkiestrą Reprezentacyjną Sił Powietrznych Wojska Polskiego w Poznaniu, której reprezentanci uświetniali Msze rezurekcyjne, a do dziś uświetniają procesje święta Bożego Ciała i Krwi Pańskiej.

Ksiądz Tadeusz Piaczyński utrzymywał liczne kontakty z parafianami, także poza corocznymi wizytami duszpasterskimi w okresie Bożego Narodzenia, tzw. kolędy. Z racji bliskiego sąsiedztwa mieliśmy okazję gościć księdza proboszcza kilkukrotnie. Podczas jednego z takich spotkań wspominał, że informacja od biskupa o objęciu parafii pw. św. Wawrzyńca w Zaniemyślu była dla niego dość stresująca z uwagi na obdarzonych dużym autorytetem społecznym poprzedników - ks. Zygmunta Sterczewskiego, ks. Zbigniewa Wroniewicza czy ks. Ewarysta Nawrowskiego (którego imieniem nazwana jest ulica pomiędzy probostwem a promenadą nad jeziorem - nadana z inicjatywy między innymi ks. Piaczyńskiego). Kiedy po raz pierwszy przekroczył drzwi naszej świątyni, zauważył w lewej bocznej nawie obraz św. Judy Tadeusza zawieszony na ścianie obok obrazu Matki Boskiej. Wówczas zdał sobie sprawę, że - mając za orędownika swojego patrona od spraw trudnych i beznadziejnych – da sobie radę, a Zaniemyśl stanie się  jego domem na resztę życia. Dziś ten sam obraz św. Judy Tadeusza po ostatnich pracach malarskich możemy zobaczyć w górnej części prezbiterium po prawej stronie.

-----

Wspomina ks. Andrzej Pajzderski, wikariusz w parafii św. Wawrzyńca w latach 2005 – 2010:

Kiedy przybyłem do Zaniemyśla, mojej nowej parafii, przywitał mnie na schodach probostwa z otwartymi ramionami. Powiedział „Witam z radością mojego nowego wikariusza” i przytulił do serca, jak ojciec własne dziecko. Popłakałem się wtedy.

Przybyłem z bardzo trudnej parafii, stąd moje wzruszenie było aż tak głębokie. Zmienił dla mnie czas obiadu, byśmy mogli razem zjeść przy stole. To był mój pierwszy obiad z proboszczem przy jednym stole od ponad dwóch lat! I w dodatku w kuchni – tak „po normalnemu”. Matka Krystyna robiła wtedy za gosposię i kucharkę. Zresztą ks. Jakub Turek (drugi ówczesny zaniemyski wikary) wszystkich mi przedstawił rodzinnie: Ojciec Tadeusz, Matka Krystyna, Wuja Skomro, na probostwie przy małym kościele była jeszcze „Babcia” (mama ks. Skomro) i „Teściowa” (kucharka z Łękna).

Proboszcz był dla mnie jak Ojciec. Taki normalny i prawdziwy. Prowadziliśmy niezwykłe rozmowy na różne tematy. Oczywiście czasami mówił mi (czy raczej nam), że on już jest stary i zagrzybiały jak dinozaur, więc on teraz już wszystkiego nie ogarnie, ale czy byśmy mu nie spróbowali wyjaśnić albo wytłumaczyć jakichś spraw.

Zaprowadził mnie do kościoła św. Wawrzyńca – czekał na moją reakcję, gdy zobaczę dziwną zabudowę w zakrystii. I nie przeliczył się – oglądnąłem wielką „wiszącą” szafę sterowniczą… wyglądało to jak serwery komputerowe, tylko miejsce zupełnie dziwne. Ta szafa okazała się instalacją nagłośnieniową zbudowaną niedawno przez przedsiębiorcę z Poznania. Proboszcz, wiedząc, że mam trochę swojego sprzętu nagłośnieniowego i jakieś tam o tym pojęcie, prosił mnie o opinię na ten temat. Oglądnąłem, pomacałem, pogadałem do mikrofonów i powiedziałem, co myślę o tym sprzęcie. Dopiero wtedy ojciec Tadeusz dał poznać na swojej twarzy co on na ten temat myśli. Wcześniej nie chciał mnie nastawiać negatywnie, ale chciał usłyszeć moją opinię – czystą, bez żadnych sugestii. Nie dziwię się, że był zbulwersowany tą „konstrukcją” i całym nagłośnieniem. Zresztą za jego przyzwoleniem dokonałem w tej instalacji szeregu zmian, a i z samym przedsiębiorcą też wojowałem odnośnie tej „popeliny”, którą odstawił w Zaniemyślu. Po 4 latach, przed kolejnym przeniesieniem do nowej placówki, przerobiłem maksymalnie to nagłośnienie tak, by dało się choć trochę normalniej go używać, a po kilkunastu latach pomogłem przerobić na obecne, docelowe nagłośnienie – tym razem już profesjonalne w całości.

Z okazji którychś świąt widziałem na probostwie flagi – ta kościelna (a dokładniej watykańska) była niepoprawnie założona. Przy okazji powiedziałem proboszczowi, że jest do góry nogami – powinna być żółto - biała a nie biało - żółta. Proboszcz się obruszył i powiedział, że nie mam racji. Więc doprecyzowałem, że tak w pełni – by mieć rację – to muszę powiedzieć, że flaga watykańska jest w dwa pionowe pasy (nie poziome), ten przy drzewcu ma być żółty a druga część biała. Ojciec zaczął się śmiać i powiedział, że się zakłada ze mną o bak paliwa, że nie mam racji. Słowa dotrzymał. Chociaż ja czułem się zażenowany – powiedziałem nawet wprost, że nie założę się z proboszczem, mając pewność wygranej – dostałem od niego wtedy dwie stówy. I naprawdę nalałem pełny bak paliwa (60 litrów). Ojciec Tadeusz był naprawdę ucieszony tym, że nawet u schyłku życia może nauczyć się rzeczy niby tak oczywistych. Wyciągał wnioski duchowe z tego, że można całe życie być święcie przekonanym do jakieś prawdy, a nagle okazuje się, że rzeczywistość jest inna. Nigdy nie dość wiedzy o Bogu i nie dość wiary – ona ma się rozwijać zawsze.

Z ks. Jakubem nie raz będąc na cmentarzu słyszeliśmy, jak proboszcz opowiadał, gdzie chce leżeć, który aniołek ma być nad jego grobem itd. Gdy umarł tak nagle – choć nie podobało się to rodzinie i bliskim – powiedzieliśmy jakie miał życzenie. Każdego z nas bliscy przepytywali z osobna, mając nadzieję, że wyjdzie na to, że to tylko ks. Kuba tak sobie ubzdurał. Ale wszyscy których pytali, odpowiedzieli to samo. Rodzina musiała się pogodzić z tym faktem. I dziś jego pomnik wygląda tak, jak sobie to wymarzył.

Dziękuję Bogu, że miałem takiego Ojca przez 10 miesięcy – prawdziwego proboszcza, który kochał ludzi i swoich wikarych. Po wcześniejszych 4 latach zupełnie innego podejścia, jego normalność i serce uratowały moje przed zgorzknieniem.

 -----

Wspomina Pani Czesława Rozmiarek:

Choć nie mam jednej konkretnej historii czy anegdoty związanej z księdzem Tadeuszem Piaczyńskim, chciałabym podzielić się krótkim wspomnieniem o Nim jako człowieku.

Zapamiętałam Go jako bardzo dobrego, spokojnego i życzliwego kapłana. Był osobą budzącą szacunek, ale jednocześnie ciepłą i bliską ludziom. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka oddanego swojej posłudze i parafianom. Do dziś wspominam Go z ogromną sympatią i wdzięcznością.

Myślę, że wielu ludzi zapamiętało księdza Tadeusza właśnie jako człowieka wielkiego serca i dobroci.

-----

Wspomina Pani Elżbieta Skiba:

Wspaniały ksiądz, pełen miłości, zrozumienia i miłosierdzia. Przede wszystkim ogromnego szacunku dla drugiego człowieka. Na ten temat mogłabym wiele powiedzieć. Pomógł mi w przygotowaniach do ślubu itd., sporo tego było…

Modlę się za tego wspaniałego proboszcza, ale przede wszystkim prawego człowieka.

-----

Wspomina Pani Anna Pawłowska:

W 1977 r. ksiądz Tadeusz Piaczyński proboszcz Parafii w Rogalinku udzielał mi ślubu 26 listopada 1977 roku. Wspaniały kapłan a przede wszystkim wspaniały człowiek. 

-----

Wspomina Pani Bożena Tumidaj:

Tak wspaniały kapłan i człowiek – pierwszy chciał, żeby syn niepełnosprawny przystąpił do pierwszej komunii świętej, jako osoba na wózku. Dzięki niemu był u komunii, bierzmowania. Potem co roku były dzieci niepełnosprawne przygotowane.

-----

Wspomina Pan Michał Marciniak, wieloletni ministrant i lektor za czasów posługi ks. Tadeusza Piaczyńskiego w Zaniemyślu

Ksiądz kanonik Tadeusz Piaczyński był bardzo dobrym i serdecznym kapłanem. Wychodził z założenia, że to „chory potrzebuje lekarza, a nie zdrowy”.

Kiedy byłem początkującym ministrantem, byli ministranci , którzy nie zawsze zachowywali się tak, jak powinien zachowywać się ministrant przy ołtarzu. Jednak on żadnego ministranta nie przekreślał, nawet jeśli jego zachowania były niestosowne. Wręcz przeciwnie, jak się domyślam, ks. Piaczyński wychodził z założenia, że dopóki ten ministrant będzie przy ołtarzu służył, to jest duża szansa, że wyrośnie z niego dobry człowiek, a jakby go usunął ze struktur ministrantów, to los niejednego chłopca mógłby różnie się potoczyć.

Ksiądz kanonik Tadeusz Piaczyński bardzo lubił i interesował się piłką nożną. Udostępnił ministrantom boisko do gry w piłkę nożną na terenach położonych przy obecnym ośrodku Caritasu. Z tego co pamiętam, co mówił ksiądz wikariusz Jakub Turek – wieczorem przed swoją śmiercią oglądał jeszcze mecz w telewizji (bo to był czas Mistrzostw Świata w 2006 roku), co też świadczy o jego dużym zamiłowaniu do piłki nożnej.

Ksiądz kanonik Tadeusz Piaczyński był osobą, która bardzo mocno ceniła sobie wartości rodzinne. Dlatego bardzo mu się nie podobało jak słyszał informacje, że jakiś jego parafianin, któremu akurat w danym momencie los sprzyjał w sferze biznesowej, zostawił swoją żonę i dzieci dla innej partnerki. Kiedyś byłem świadkiem jak ksiądz Piaczyński całe kazanie podporządkował tej kwestii, bo akurat zauważył, że ten parafianin był w kościele (wcześniej w zakrystii słyszałem, że kazanie miał wygłaszać ksiądz Morasz, ale sytuacja się zmieniła, kiedy ksiądz Piaczyński zauważył owego parafianina). Oczywiście nie używał nazwisk podczas tego kazania, ale przeprowadził je w tak inteligentny sposób, że wydaje mi się, że ten parafianin, który porzucił swoją rodzinę, wiedział, że jest to kazanie w dużej mierze skierowane do niego, żeby się jednak opamiętał, bo krzywdzi swoich najbliższych.

Dla mnie osobiście ksiądz kanonik Tadeusz Piaczyński przez cały czas, kiedy byłem ministrantem, a potem lektorem, czyli przez jakieś około 13 lat, był takim dobrym „Wujkiem” – interesował się co u mnie słychać, jak mi idzie w szkole, jak poszła matura, jakie mam plany na przyszłość. Miałem takie poczucie, że mam w Nim duże wsparcie i w razie potrzeby mogę na Niego liczyć.

Bardzo mile też wspominam okresy świąt Bożego Narodzenia oraz Wielkiej Nocy, kiedy ksiądz Piaczyński w zakrystii składał ministrantom i lektorom życzenia wszystkiego dobrego i wielu łask dla nas i dla naszych rodzin – to było takie bardzo szczere i stwarzało poczucie, że jako wspólnota jesteśmy jedną rodziną.

Nie ukrywam, że są momenty, kiedy bardzo mi brakuje księdza kanonika Tadeusza Piaczyńskiego. Chciałbym się go poradzić w różnych kwestiach,  porozmawiać z nim o Panu Bogu – tym bardziej teraz, kiedy pewnie jest razem z Nim w Niebie, żeby uchylił chociaż trochę rąbka tajemnicy, jak tam jest po tej drugiej stronie, czy trzeba się bać, czy niekoniecznie 😉

Wspaniały kapłan i człowiek – byłem ministrantem i lektorem za czasów księdza Piaczyńskiego, bardzo ciepło i miło wspominam ten okres.

-----

Wspomina Pani Ewa Ryndak:

Miałam przyjemność znać osobiście księdza proboszcza, wspaniały i dobry człowiek, miał czas dla każdego i z każdym umiał znaleźć wspólny temat do rozmowy.

-----

Wspomina Pani Róża Grabińska:

Bardzo miło go wspominam – był bardzo dobrym i miłym proboszczem Rogalinka. Przed Zaniemyślem był proboszczem w Rogalinku, super ksiądz, bardzo dobry człowiek!

-----

Wspomina Pani Łucja Hoffa:

W latach 70 -tych był proboszczem w Rogalinku.......był wspaniałym kapłanem ...

-----

Wspomina Pani Kasia Gomułkiewicz:

Pierwszą formalnością, jaką załatwialiśmy po zamieszkaniu na terenie parafii, było ustalenie terminu chrztu świętego naszego syna. Ksiądz Tadeusz z życzliwością wypytał nowych parafian o sytuację życiową – kiedy dowiedział się, że pracuję w Nadleśnictwie w Babkach, sam o sobie opowiedział taką anegdotę:

„Kiedy byłem proboszczem w Rogalinku przemieszczałem się po terenie parafii rowerem. Zdarzało się, że kiedy jechałem do wsi Babki, parafianie pytali mnie, dokąd jadę. Zawsze wtedy odpowiadałem, że „na babki” 😉”

-----

Wspomina Pani Małgorzata Wojdat:

Wspaniały kapłan. Dzięki niemu rozwinął się w Rogalinku ruch oazowy Światło - Życie. Niejednokrotnie ks. Tadeusz osobiście, swoim samochodem, zawoził nas na oazy, np. do Dobrzycy.

-----

Wspomina Pan Wojciech Kasprzyk z Lubońca:

Ksiądz kanonik Tadeusz Piaczyński był osobą, która była bardzo lubiana przez moich starszych znajomych, którzy są dzisiaj na emeryturze. Bardzo miło wspominają tą ważną w ich życiu postać. Odznaczał się pracowitością i ogólnym zrozumieniem wiernych. Jego kazania były sensowne i bardzo wyrozumiałe – dobrze odbierane przez wiernych. Parafia Rogalinek była ważną częścią jego kariery proboszcza (w latach 1972 aż do 1981 roku), ale sercem i dużą częścią jego życia był związany z parafią Zaniemyśl. 

Ja osobiście nie miałem przyjemności go poznać, bo urodziłem się w 1983 roku, ale słyszałam, że dużo dobrego uczynił dla wiernych i parafii Zaniemyśl.

20 rocznica śmierci w tym roku jest dla nas (piszę w imieniu całej rodziny) ważnym wydarzeniem.

-----

notatka biograficzna na Wikipedii

przebieg posługi kapłańskiej

wspomnienie na łamach Przewodnika Katolickiego

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać w każdym czasie. Polityka Prywatności    Informacje o cookies

ROZUMIEM